Historia pewnej wycieczki

Razem z Meee, Ucholem i Miau przyjechaliśmy na superobóz sportowy. Każdego dnia dużo się dzieje. Zupełnie nie mamy czasu na nudę i siedzenie przy komputerze. Koniecznie chciałem Wam jednak opowiedzieć o przygodzie, którą mieliśmy podczas wycieczki w lesie.

 

Szliśmy we czworo wzdłuż jeziora, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, było bardzo sympatycznie. Nagle zauważyliśmy, że poszliśmy w inną stronę niż reszta grupy i straciliśmy ich z pola widzenia. Głośno krzyczeliśmy, nawołując opiekuna, kolegów i koleżanki, ale nikt nas nie słyszał. Dziewczyny zaczęły trochę panikować. – Zostaniemy w lesie na zawsze, nikt po nas nie przyjdzie, zjedzą nas dzikie zwierzęta – powtarzały bez końca. Sytuacja nie była fajna, trochę miałem pietra, ale ktoś musiał ratować sytuację. Nie mogliśmy błądzić po nieznanym terenie. Musieliśmy zostać na miejscu i czekać na pomoc. W pobliżu były jagody i jeżyny, więc trochę zjedliśmy. Na długo nie pomogły, zaczęło nam burczeć w brzuchach. Na szczęście przezorna Miau zabrała ze sobą jabłka i gruszki, które dostaliśmy na podwieczorek. Podzieliła je na cztery części i każdy z nas mógł przegryźć małe co nieco. Zabrała też dla siebie kilka jogurtów (na przerwie w szkole potrafi ich wypić naprawdę dużo) i poczęstowała wszystkich po równo. Zrobiła się z tego mała uczta. Jeszcze nie skończyliśmy posiłku, a grupa zauważyła naszą nieobecności i szybko zawróciła. Nigdy się chyba tak nie cieszyłem na widok znajomych twarzy.

Myślicie, że to wszystkie przygody, jakie nas spotkały tego dnia? Przewodnik grupy pokazał nam jeszcze ślady dzikich zwierząt. Widzieliśmy odcisk łapek lisa oraz racic sarny. Ucholowi wydawało się nawet, że widział dzika pomiędzy drzewami, ale moim zdaniem zadziałała jego wyobraźnia. Podczas wycieczki zbudowaliśmy szałas z porozrzucanych w okolicy gałęzi, poznaliśmy nazwy drzew i krzewów. Wycieczki po lesie to naprawdę super sprawa. Jak wrócę do domu, to namówię mamę i tatę na dłuższy spacer.

Chciałem już kończyć wpis, ale przypomniałem sobie, że nauczyliśmy się jeszcze fajnej piosenki, którą śpiewaliśmy w drodze powrotnej do obozu. Poniżej spisałem tekst. Jeśli nie wiecie, jak to zaśpiewać, koniecznie zapytajcie rodziców, na pewno będą wiedzieli.

„Lato, lato”

Lato, lato, lato czeka
Razem z latem czeka rzeka
Razem z rzeką czeka las
A tam ciągle nie ma nas

Lato, lato, nie płacz czasem
Czekaj z rzeką, czekaj z lasem
W lesie schowaj dla nas chłodny cień
Przyjedziemy lada dzień

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę
Pożegnania kilka słów
Pitagoras bądźcie zdrów
Do widzenia wam canto, cantare

Lato, lato, mieszka w drzewach
Lato, lato, w ptakach śpiewa
Słońcu każe odkryć twarz
Lato, lato, jak się masz?

Lato, lato, dam ci różę
Lato, lato, zostań dłużej
Zamiast się po krajach włóczyć stu
Lato, lato, zostań tu

Pożegnania kilka słów
Pitagoras bądźcie zdrów
Do widzenia wam canto, cantare