Mokra wpadka

Muszę Wam to opowiedzieć, bo to fajna historia o mnie i mojej ekipie, czyli  Ucholu, Miau i Meee. Mówi o tym, że nawet jeśli czasem wszystko się wali, to potem znów zaświeci słońce. Pod warunkiem, że się tego chce. Ale od początku.

W ostatnim tygodniu w ramach „Programu dla szkół” mieliśmy zajęcia poświęcone ekologii i niemarnowaniu żywności. Były warsztaty, eksperymenty oraz wycieczka. Lubię takie projekty bardzo, bo wtedy jeździmy w różne ciekawe miejsca i uczymy się praktycznych rzeczy, a nie tylko teorii z książek.

W ramach podsumowania tego cyklu mieliśmy zrobić prezentację w grupach, więc zgłosiliśmy się całą ekipą, żeby razem nad tym pracować. Na przerwie śniadaniowej zaczęliśmy rozdzielać zadania. Chciałem pisać o zakładaniu ogródków szkolnych i różnych sposobach oszczędzania  wody, ale Meee wybrała  dokładnie to samo zadanie i nie chciała ustąpić. W końcu się pokłóciliśmy. Zrobiło się nieprzyjemnie. Do tego Uchol i Miau stanęli po stronie Meee. To bardzo mnie zdenerwowało. Powiedziałem, że niech sobie robią tę prezentację beze mnie, a ja zrobię swoją.

Oczywiście już na lekcji tego pożałowałem i  było mi głupio, ale nie wiedziałem, jak to odkręcić. Do końca dnia Meee i reszta trzymali się razem, a ja udawałem, że mnie to nic nie obchodzi. Wiecie, o co chodzi.

Po obiedzie usiadłem do prezentacji. Pomyślałem, że fajnie byłoby napisać o zbiorniku na deszczówkę,  który ustawiliśmy w ogródku szkolnym, żeby oszczędzać wodę. To było oczko w głowie Meee i jej pomysł, który Pani Sowie bardzo się spodobał. Nasza wychowawczyni wciąż nam przypomina, jak ważne jest dbanie o środowisko. Kiedy myślałem o zbiorniku na wodę, przypomniało mi się, że dzisiaj była moja kolej podlewania szkolnego ogrodu! O rany! Kompletnie o tym zapomniałem. Zastanawiałem się nawet, czy nie wrócić do szkoły, ale było już późno. Postanowiłem więc, że wstanę wcześniej i pojadę podlać ogród przed lekcjami. Wtedy nikt nie zauważy, że nie zrobiłem tego dzisiaj.

Rano, bez śniadania, wsiadłem na rower i pojechałem do szkoły. Jechałem najszybciej, jak mogłem, bo nie chciałem, żeby ktoś mnie przyłapał, że podlewam grządki dopiero dzisiaj. Kiedy stanąłem przed furtką, zaniemówiłem. Na środku ogrodu stała wielka kałuża wody, zbiornik był przewrócony, a część roślin zniszczona przez zalanie. Co tu się wydarzyło? Wpadłem do środka, żeby ogarnąć teren, ale niewiele mogłem zrobić.

– No ładnie –  usłyszałem za plecami. Przy ogrodzeniu stała Meee. – Coś ty narobił, Chrumas?!

– To nie ja! –  Tkwiłem po kostki w błocie, a w rękach trzymałem ociekającą wodą rzodkiewkę.

– Widzę co innego – ciągnęła Meee. Wciąż była na mnie obrażona. – Cała nasza praca na nic! – rzuciła z wyrzutem. – Nie można na ciebie liczyć po prostu.

– Po co miałbym to robić?! – zawołałem wzburzony, bo choć fakty wskazywały, że mogę być winny, Meee nawet nie zadała sobie trudu, żeby się w problem wgłębić.

– Może dlatego, że byłeś na mnie zły za wczoraj? – Meee miażdżyła mnie wzrokiem. W tym momencie przy ogrodowej furtce pojawili się inni koledzy i koleżanki, no i Pani Sowa.

Musiałem się jej przyznać, że wczoraj zapomniałem o podlewaniu, i opowiedzieć, co się stało. Pani Sowa pokręciła głową i przypomniała nam, że klimat na naszej planecie uległ zmianie. Coraz częściej mamy do czynienia z gwałtownymi ulewami, po których następują długie okresy wysokich temperatur i suszy. Wodę trzeba więc oszczędzać. Dlatego właśnie w ramach „Programu dla szkół” zorganizowany został tydzień projektowy na temat ekologii i niemarnowania żywności.. Było mi bardzo głupio i przykro, że moi przyjaciele ciągle mi nie wierzyli. Zostało mi tylko jedno: musiałem udowodnić wszystkim, że to nie ja zmasakrowałem nasze grządki.

Na przerwie śniadaniowej wziąłem ze stołówki dwa jabłka i jogurt. Byłem strasznie głodny, bo przecież wyszedłem rano bez śniadania. Poszedłem pod szafki, żeby tam zjeść w spokoju. Wtedy coś przykuło moją uwagę. Plamy zaschniętego błota pod szafkami Pitbula Raptusa i Lisa Frisa! Więc to tak! – pomyślałem. Od razu pognałem ich poszukać, żeby się wytłumaczyli.

Siedzieli w stołówce i zagryzali rzodkiewki. Drugi koniec stołu zajmowała cała moja ekipa… była ekipa ☹. Bo teraz udawali, że mnie nie znają.

– Musimy pogadać – zagadnąłem chłopaków. – Co robiliście wczoraj po lekcjach?

– My? Nic. – Lis Fris i Pitbul Rapus udawali niewiniątka. Spojrzałem pod stół. Obaj mieli zaschnięte błoto na trampkach.

Próbowali jednocześnie schować nogi pod krzesła, ale już wiedzieli, że ich rozpracowałem. Meee i reszta przysiedli się bliżej. Widząc, że przyjaciele przybyli mi z odsieczą, Pitbul Raptus i Lis Fris wyśpiewali wszystko. Wczoraj po lekcjach kopali sobie piłkę. Raptus kopnął ją za mocno i wpadła do ogrodu. Kiedy się tam znaleźli, zobaczyli, że ogród nie jest podlany, więc postanowili to zrobić. Chcieli sprawdzić, czy w zbiorniku jest woda. Lis Fris  pochylił się za mocno i  z kieszeni koszuli wypadł mu klucz od szkolnej szafki, prosto na dno zbiornika. Przechylili więc zbiornik, żeby wyjąć klucz i niechcący wylali całą wodę. Głupio było im się przyznać.

– Od razu wiedziałam, że to nie ty! – skwitowała całą sprawę Meee.

Wszystko dobrze się skończyło. Lis Fris i Pitbul Raptus poszli powiedzieć o zdarzeniu Pani Sowie. Nie mieli wyjścia, bo moi przyjaciele osobiście ich odprowadzili. Na ostatniej lekcji odbywała się prezentacja. Całą ekipą opowiedzieliśmy, co wiemy o zakładaniu ogródków i oszczędzaniu wody. A po lekcjach poszliśmy naprawić szkody w ogrodzie. A i jeszcze jedno: nie polecam wychodzenia z domu na głodniaka – cały dzień burczało mi w brzuchu.