Straszna noc

– Hej, zmieszczę się tu jeszcze? – zapytał Uchol, siadając między mną i Mee na materacu w sali gimnastycznej. Dzisiaj byli tu wszyscy i to nie z powodu lekcji wuefu, lecz dlatego że mieliśmy nocować w szkole. Fajnie, że Pani Sowa nam to zaproponowała. Powiedziała, że wspólne spędzanie czasu poza lekcjami jest bardzo ważne. Dzięki temu możemy się lepiej poznać, a to wpływa pozytywnie na relacje między nami. Absolutnie się z nią zgodziliśmy. To było pierwsza taka akcja w naszej klasie –  super, że stawili się wszyscy:  Mee i Miau, a nawet  Lis Fris  i  Pitbul Raptus.

Oczywiście nocowanie nie oznaczało, że od razu po przyjściu do szkoły  pójdziemy spać. Najpierw rozegraliśmy mecz w piłkarzyki, w czym nie do pokonania okazał się Raptus. Niesamowicie szybko  wbijał bramki i do tego wpuścił tylko jedną. Potem przyszedł czas na ping-pong. Byłem w parze z Ucholem, a Mee z Miau. Uchol dopiero się uczył, więc było dużo śmiechu. Gra nie musi zawsze oznaczać rywalizacji – może być po prostu dobrą  zabawą.

Teraz ścisnęliśmy się na materacach, bo dziewczyny zaproponowały, że będziemy opowiadać sobie historie o duchach. Wolałbym, żebyśmy poczekali, aż zupełnie się ściemni, bo to miał być główny punkt programu. Obawiałem się, że skończą nam się pomysły, zanim przyjdzie noc. Ale dziewczyny się uparły. Mee poczęstowała wszystkich jabłkami. Moje marchewkowe muffiny mieliśmy zjeść na deser. Sam je zrobiłem. No może nie do końca. Mama z tatą też mi trochę pomogli. A skąd przepis? Szef Jeż na warsztatach kulinarnych „Programu dla szkół” opowiadał nam o zdrowych słodyczach… z warzyw. Tak! Z warzyw! ☺

Chrupiąc jabłka, przysłuchiwaliśmy się najpierw historii Miau o duchu z wieży Eiffla w Paryżu. Opowieść nie była aż taka straszna i dobrze się kończyła. Duch okazał się przebranym w prześcieradło turystą, który chciał przenocować na wieży. Potem przyszła moja kolej. Wymyśliłem genialną historię o dzieciakach nocujących w szkole, która znajdowała się w starym pałacu. Podłogi w niej skrzypiały, a stare okiennice nie dały się domknąć. Widziałem, że wszyscy trochę zbledli, kiedy wspomniałem o zapomnianych lochach, dokładnie pod salą gimnastyczną, gdzie  bohaterowie mojej historyjki poukładali się do snu. Już miałem napomknąć o jękach dobywających się z piwnic, gdy nagle coś huknęło tuż pod naszymi nogami. Zaniemówiłem. To się działo naprawdę! Ktoś był w szkole oprócz nas!

– Mon Dieu! Duchy!  – zapiszczała Miau i złapała za rękę Mee.

– Jakie duchy?! Przecież one nie istnieją… meee  –  Mee trochę nadrabiała miną, ale jej głos drżał.

Dziwne dźwięki najwyraźniej dobiegały z piwnicy. Pani Sowa zaproponowała, że ochotnicy mogą pójść z nią sprawdzić, co to takiego. Wybraliśmy się wszyscy, bo nikt nie chciał zostać sam. A jeśli duch miał moc teleportowania się między piętrami bez używania schodów?

Zeszliśmy na dół i Pani Sowa pchnęła ciężkie metalowe drzwi z napisem „WSTĘP WZBRONIONY”. Zdziwiło ją, że były otwarte. Miau zapytała Uchola, czy może iść obok niej i w razie czego obronić ją przed duchem. Uchol się zgodził, ale pociągnął mnie za sobą. Pewnie chciał żebym go asekurował. Korytarz był wąski, a żarówki pod sufitem ledwie oświetlały pomieszczenie. Skradaliśmy się niemal bezszelestnie. Nagle Pani Sowa się zatrzymała. Zza drzwi po jej prawej stronie dobiegało dziwne mamrotanie, które wydało mi się znajome. Pani Sowa nacisnęła klamkę, a my na wszelki wypadek wstrzymaliśmy oddech…

W ciasnym pomieszczeniu pełnym rupieci stali Lis Fris i Pitbul Raptus. Nasi koledzy wpadli na pomysł, że fajnie byłoby zrobić wszystkim psikusa i udać, że w szkole naprawdę straszy. Wsłuchani w historie nawet nie zauważyliśmy, kiedy wymknęli się z sali. Przypadkiem okazało się, że drzwi do piwnicy były otwarte i dlatego się tu znaleźli. Było ciemno, Raptus wpadł na regał i narobił takiego hałasu,  że sami się porządnie wystraszyli.

– Najważniejsze, że nic wam się nie stało. – Pani Sowa pokręciła głową. – Nawet jeśli drzwi nie były zamknięte na klucz, nie wolno było wam tutaj wchodzić.

– Przepraszamy – jęknął skruszony Lis Fris. – Zaraz wszystko posprzątamy. Możemy nawet powyrzucać te stare graty.

Teraz dopiero spostrzegłem, że regał był przewrócony, a na podłodze leżały skrzynki, jakaś deskorolka bez kółek i metalowe puszki.

A ja myślę, że nie musicie ich wyrzucać –  wtrąciła się Mee.

– Jak to? – zdziwił się Raptus.

Wszyscy spojrzeliśmy w stronę Mee z zainteresowaniem, bo nie mieliśmy pojęcia, o co jej chodzi.

Mee wyjaśniła nam, że zamiast zaśmiecać świat, możemy dać niepotrzebnym przedmiotom drugie życie. Na wysypiskach brakuje już miejsca, a te rzeczy łatwo można przerobić. Pomysł był mega! Uchol wymyślił, że ze skrzynek dałoby się zmajstrować całkiem fajne siedziska na pogaduchy podczas przerwy śniadaniowej. Miau zaproponowała, żeby pomalować puszki i wstawić do nich doniczki z kwiatami. Propozycje sypały się jak z rękawa i od razu przystąpiliśmy do ich  realizacji. 

Wszyscy  będziemy wspominać to nasze nocowanie, bo bawiliśmy się naprawdę superowo, no i choć wcale tego nie planowaliśmy, pomogliśmy przy tej okazji naszej planecie. Pani Sowa miała rację, że fajnie było zrobić coś razem po lekcjach.